Bardzo ciekawy wywiad: Prof….

Bardzo ciekawy wywiad: Prof. Łukasz Turski: Władza sobie z nas bimba!

– Przestaliśmy korzystać z rozwoju nauki. Politycy podnieśli sztandar nieuctwa ponad swoje trony. I to, co widzimy w dzisiejszym świecie, jest prostą konsekwencją powszechnego zarządzania światem przez nieuctwo. Jak się ma takich prezydentów, jak sobie wybrali koledzy w Ameryce, żeby już ciągle nie mówić o naszym domu, to ma się takie konsekwencje – mówi prof. Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN.

Dorota Wysocka-Schnepf: – Jak spowodowana pandemią przerwa w nauczaniu i konieczność prowadzenia edukacji online, niedostępnej równo dla wszystkich, odbije się pana zdaniem na wykształceniu młodych ludzi i na ich przyszłości?

Prof. Łukasz Turski: Gdyby to trwało tylko do wakacji i było rozsądnie zarządzane, to nie będzie miało żadnego dramatycznego wpływu na tzw. ogólne wykształcenie. Ale wygląda na to, że nasze władze oświatowe postanowiły zrobić z tego coś bardzo niepoważnego, tzn. rzeczywiście traktować tzw. zdalne nauczanie, jako coś bardzo podobnego lub niemal identycznego z normalną szkołą. I to jest kompletnie pozbawione sensu, ponieważ szkoła, w szczególności nasza, nie daje się przenieść do internetu.

Czyli te parę miesięcy to nie będzie stracony rok dla młodzieży?

– Nie będzie. Stracone zostały jakieś zapisy, np. któryś tam rocznik nie będzie przez dwa miesiące dzielił wielomianu. Ale dzielenie wielomianów nie jest specjalnie pożytecznym zajęciem. Jak dwa lata temu mój najstarszy wnuk przygotowywał się do matury i pomagałem mu trochę z tym dzieleniem, to później zrobiłem taką ankietkę wśród moich kolegów, zawodowych fizyków – ile razy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat podzielili wielomiany. I okazało się, że nikt ich nie dzielił. Bo jak już ktoś musi, to wspaniale oblicza to program komputerowy i to znacznie lepiej niż człowiek. Wystarczy dzieciom pokazać, że coś takiego można zrobić i może wyciągnąć z tego jakieś wnioski, ale uczenie ich w XXI wieku tego schematu Hornera jest kompletnie pozbawione sensu. Ministerstwo uczepiło się jednak tych podstaw programowych, ponieważ rezygnacja z nich wymagałaby zmienienia szkoły w ogóle. Wie pani, ja uważam, że takie niesamowite wydarzenie, z jakim mamy do czynienia, powinno być punktem wyjścia do zastanowienia się, co dalej. Mleko się rozlało. Będziemy zapewne strasznie długo rozważać, dlaczego to się wydarzyło, natomiast ja starałbym się wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość.

Minister edukacji ogłosił, że matury będą w czerwcu, ale tylko pisemne, to jest dobry pomysł? Jak pan na to patrzy jako wykładowca akademicki, który w przyszłym roku przejmie pod swoje skrzydła tych młodych ludzi?

– Ja tu nie jestem dobrym interlokutorem, gdyż nie jestem w ogóle w stanie zrozumieć, po co są matury. Od wielu lat mówię, że matura stała się w Polsce podstawowym elementem przyjmowania na studia wyższa, choć to jest archaiczna metoda wyboru studentów. W Stanach Zjednoczonych nie ma matury sensu stricto, ale istnieją takie egzaminy jak np. SAT i przez dziesiątki lat kandydaci na uczelnie wysyłali wyniki SAT-u. Jest tam instytucja, która na tym zarabia pieniądze, przeprowadza te egzaminy, wyniki dostaje się bardzo szybko. Ale w tej chwili setki amerykańskich uczelni, również te bardzo dobre, przestały uważać SAT za obowiązkowy element oceny kandydata. Dlaczego tak się stało – bo coś się zmieniło. Po pierwsze mamy tę wspaniałą information technology, którą można wykorzystać i uniwersytety to robią. Wydziały przyjęć na uczelniach są olbrzymimi, wyspecjalizowanymi jednostkami, to nie jest tak, że ktoś na łapu-capu załatwia przez dwa tygodnie przyjęcia kandydatów na studia. Są instytucje, które cały rok pracują nad tym, żeby odpowiednio dobrać studentów, ponieważ uniwersytety posiadają intelektualny profil osoby, którą chcą kształcić. A u nas jest tylko przeglądanie papierków, ile ktoś zdobył punktów na maturze. Musi mieć rozszerzoną maturę z przedmiotu A, B czy C. Dodamy, podzielimy, wyciągniemy pierwiastek i w dwa tygodnie sprawa załatwiona: ten przyjęty, ten nieprzyjęty. Ja bym wykorzystał tę sytuację, by znieść maturę, która jest zaszłością z czasów, kiedy władze państwowe doszły do wniosku – na całym świecie, nie tylko w Polsce – że wszystko, co ludzie robią, należy maksymalnie kontrolować. Otóż nie należy kontrolować wszystkiego. Bo na ogół ludzie działają znacznie lepiej, jak nie są kontrolowani.

Czy nie mierzi pana, że w czasie, kiedy cały cywilizowany świat mierzy się z pandemią i jej dotyczy debata publiczna w większości krajów, gdzie polityka zeszła na plan dalszy, to nam, Polakom, rządzący zafundowali dyskusję o kopertowych wyborach?

– To jest kolejny przykład tego nieuctwa. Ale podobno do godz. 11 wieczór obowiązuje ustawa o radiofonii i nie wolno używać pewnych określeń, więc ja będę musiał bardzo się ograniczać w moim komentarzu. Trzeba nie wiedzieć, jak świat jest zbudowany, żeby coś takiego wyczyniać. I to jest dowód, że ktoś, kto tym wszystkim majstruje, specjalnie się na prawie nie zna. Żeby coś tak bardzo oryginalnego zafundować, to trzeba dobrze znać się na rzeczy, żeby to zadziałało. Jak na razie widać, że to wszystko się sypie. Zapewne jakoś to posklejają, ale to będzie takie sklejanie miśnieńskiej filiżanki białkiem z jajka. To się długo nie utrzyma, rozleci się.

https://wyborcza.pl/7,82983,25926387,prof-turski.html#S.koronawirus-K.C-B.2-L.1.male

#swiat #polska #nauka #szkola #edukacja #koronawirus #epidemia #studia #neuropa #4konserwy